czwartek, 19 października 2017

Planszówkowe popołudnia - Descent: Wędrówki w mroku (ed. 2)

Korzystając z wolniejszej soboty, wpadłem do kumpla na popołudniowo-nocne planszówkowanie. Głównym, i jak się potem okazało - jedynym, celem była kontynuacja naszych rozgrywek w Descenta.


Nasza kampania to kooperacja na bazie słynnej skądinąd aplikacji od FFG, z której polonizacją Galakta nie może sobie poradzić do tej pory. Jest też (a może przede wszystkim) tryb pvp, gdzie gracze mierzą się z tym, który gra władcą lochów.


Kilka słów o samej grze - jest to mniej lub bardziej klasyczna przygodówka, w której bohaterowie staczają heroiczne (lub nie ;) walki z potworami, zdobywają magiczne przedmioty oraz umiejętności (karty), rozwijają swoje cechy specjalne. Pachnie Wam RPGiem? I słusznie.
Poruszamy się po terenach składających się z dwustronnych kafelków, które składamy według zaleceń dla poszczególnych scenariuszy. W grze występuje coś na kształt mgły wojny - wchodząc do pomieszczenia widzimy tylko to, co co się w nim znajduje. To, co jest za drzwiami, ukarze się dopiero po ich otwarciu... i prawie na pewno będzie to stado potworów.
No właśnie - potwory. Jak większość gier ze stajni FFG, także i Descent wypakowany jest po brzegi figurkami przedstawiającymi zarówno bohaterów, jak i rozmaite potwory, z jakimi przyjdzie nam się mierzyć w czeluściach lochów. Poziom ich wykonania jest różny - od naprawdę ładnych, do koszmarków. Dla kogoś z żyłką modelarską rażą w oczy niedoskonałości, jednak prawda jest taka, że do gry na planszy nie potrzebujemy jakości figurek Infinity czy GW (to by dość znacząco mogło wpłynąć na cenę końcową gry, a ta już bez tego niska nie jest).

Mając przed sobą całą noc, postanowiliśmy nadrobić zaległości. Na pierwszy ogień poszedł quest główny, którego celem było dorwanie (i ubicie) głównego bossa - lorda Merricka Farrowa.

Ostatni akt rozprawy z Lordem Farrowem.

Moi bohaterowie - krasnolud berserker i elfka nekromantka.

Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Lord Merrick Farrow za chwilę straci głowę od krasnoludzkiego topora.
Po tym wzięliśmy się za questy poboczne. Najpierw wzięliśmy się za obrabianie zapomnianego (przez ludzi, nie przez potwory) skarbca. Grając krasnoludem oczywistym było dla mnie, że nie możemy zostawić żadnego worka. Dodatkowym smaczkiem było to, że poszczególne komnaty, przez które przechodziliśmy, zapadały się. W ostatniej komnacie, tuż przed drzwiami do upragnionej wolności, czekały na nas dwa smoki. Zawsze gotów do walki krasnolud ruszył do ataku, a w tym czasie inny członek ekipy, wykorzystując swój niezły charakter w nogach i dodatkowy ruch z punktów fatygi, dopadł do wyjścia.

Jest dobrze, ale nie beznadziejnie - tylko dwa smoki dzielą nas, objuczonych skarbami, od wyjścia.
Trzecim scenariuszem był nalot na więzienie, i odbicie możliwie największej ilości więźniów. Z racji dość późnej pory, gra szła nam nieco wolniej, jednak koniec końców dzięki ekwilibrystycznym posunięciom udało nam się wyprowadzić wszystkich przetrzymywanych z lochów.

12 komentarzy:

  1. Jak dzieci!
    (sam też trochę grałem, gra całkiem, całkiem) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że jak dzieci :)
      Z chipsami i browarem ;)

      Usuń
  2. Brzmi całkiem nieźle, chociaż przyznaję, że nie miałem jeszcze do czynienia z tą planszówką. Chyba czas to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam się podoba. Inna rzecz, że ja grałem tylko w koopa. Kumpel za to ostro miesza jako ciemny lord :)

      Usuń
  3. Opcja gry z aplikacją jest świetna. Grałem z córką (8 lat) - uważam że doskonały sposób na wciągnięcie młodych do gry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Szkoda, że jej tłumaczenie ciągnie się jak krew z nosa.

      Usuń
  4. Bardzo lubię ten tytuł, fajne są też dodatki gdzie gra się przeciwko grze na ciągle powiększającej się mapie. Jest wyzwanie, ale daje dużo satysfakcji. Można wiedzieć jaka aplikacja? Mgła wojny itp wydaje się świetną okazją do powrotu do tej gry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apka jest na stronie FFG.
      Mgła jest o tyle fajna, że widzisz tylko pomieszczenia, w których jesteś. Kolejne kafelki dokładasz dopiero po otworzeniu drzwi. Pomysł jest imo świetny, nigdy nie wiesz, co Cię czeka za rogiem ;)

      Usuń
  5. To jedna z tych gier, w które praktycznie nie gram - i nie planuję jej sprzedawać. Ciągle mam nadzieję, że pomaluję kiedyś resztę potworów i zagram. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że byłem overlordem w dwóch pełnych kampaniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo! Też mi leżą na półce gry, w które gram rzadziej niż raz na ruski rok. Ale syndrom smoka działa ;)

      Usuń
  6. Dzięki za recenzjo-relacje. Nie grałem jeszcze ale mam chęć :)

    OdpowiedzUsuń