niedziela, 30 czerwca 2013

Borsucze zakupy

Porządki u mnie idą pełną parą, i nie bardzo jest czas na granie. Więc, wzorując się na licznych obserwowanych przeze mnie blogach, prezentuję rzeczy, które udało mi się pozyskać w przeciągu ostatniego pół roku. A trochę się tego uzbierało ;)

Warmachine

Tu do mojej armii religijnych fanatyków doszły:
- wraki

- oficer i sztandarowy do Exemplar Errantów

- Seneschal do Errantów

- Intercessor Kreoss
Wszystkie modele jeszcze w pudełkach, stąd zamieszczam zdjęcia poglądowe. Gdy pójdą na warsztat, na pewno wrzucę swoje fotki.

Warhammer 40k

Tu już polowałem na alledrogo, i udało mi się złapać czterech starych devastatorów rodem z drugiej edycji - dwa działa laserowe i dwa ciężkie boltery. Nawet ich z opakowania nie wyciągnąłem.

Oprócz tego, od Sky'a likwidującego swoją kolekcję figurek GW (Sky, kto by pomyślał...) nabyłem zestaw Pancerze przez wieki.


Epic Armageddon

Tu "tylko" dwa Baneblade'y. Niestety, aukcja-marzenie z praktycznie kompletną armią IG przeszła mi koło nosa :( No trudno, trzeba polować dalej.


Necromunda

A to modele, które również nabyłem z likwidowanej kolekcję GW - 12 Adeptus Arbites! W oddziale jest jeden dowódca z shotgunem, czterech zwykłych gliniarzy z shotgunami, pięciu z bolterami i dwóch z granatnikami.
Nic nie wskazuje na to, żebym zaczął grać w Necro (nie bardzo mam nawet z kim grać w Modheima moją bandą Tomb Kingów), ale modele te zawsze mi się podobały, więc w wolnej chwili zostaną pomalowani i postawieni na półce.

BattleTech

Tu z nowości z RP pojawiły się Daishi (resculp), Predator oraz Tresher. Czyli Blood Spirit wciąż się wzmacnia!

A tu GW odpaliło Apokalipsę, w której jest kilka świetnych modeli (np. modele czterech Master of the Chapters, fortyfikacje). Mam zamiar sprawić sobie parę z tych rzeczy. Oprócz tego mam spore braki we Władcy Pierścieni LCG (trzy duże dodatki i bodajże już trzy małe). A w Cadwallonie pojawiły się nowe modele do DKoK... ech, tylko czasu i gotówki brak.

niedziela, 23 czerwca 2013

Full Thrust - LRPT contra AMT

Dziś, korzystając z wolnego wieczornego popołudnia, postanowiłem nieco odkurzyć mój system numer 1, czyli Full Thrusta. Niestety, będzie to relacja stricte opisowa, gdyż w ferworze walki (i mielenia jęzorami) nie zrobiliśmy ze Sky'em żadnych zdjęć.
 Flota Syndykatu
Jako, że na razie nie jestem specjalnie przygotowany do zabaw w scenariusze, na tapetę poszła klasyczna (i ogólnie lubiana) wyrzynka. Były to jednocześnie pierwsze nieśmiałe próby mojej najnowszej floty - Syndykatu - opartej na modelach Chrupków. Ich statki będą opierać się na technologii Stealth oraz torpedach plazmowych (standardowych i dalekiego zasięgu). Brzmi znajomo? Że niby Jude in the Space też tak mają? No to widocznie Syndykat przeniknął do Mossadu.
Pod moim dowództwem były dwie fregaty klasy Ra'an, dwa niszczyciele klasy Tzayad oraz pancernik klasy Sabra (wersja z dwoma LRPT). Nie bardzo miałem czas na tworzenie nowych schematów, więc do testów użyłem gotowców z New Israel. Przeciwko mnie stanęło UNSC: dwie korwety klasy Warrior, dwa niszczyciele klasy Lake Mk. I, ciężki krążownik klasy Reaver oraz lekki lotniskowiec klasy Star z dwoma skrzydłami myśliwców konwencjonalnych i dwoma skrzydłami szturmowymi. Punktami się nie przejmowaliśmy (prawdę mówiąc, to nie pamiętam już, kiedy ostatnio graliśmy na tzw "równe punkty" ;) ).
Początek to ostrzał od pierwszej tury z mojego pancernika krążownika Sky'a, jednak bez efektów. Za to gdy graser na Reaverze wszedł w zasięg, jedna z moich fregat wyparowała. zbliżaliśmy się do siebie kursem kolizyjnym, więc dość szybko do głosu doszły pozostałe okręty. 
W międzyczasie Sky uruchomił swoje myśliwce, które opadły ze wszystkich stron mój zwarty szyk pancernika i niszczycieli (fregata wysforowała się nieco z boku). Dwa skrzydła szturmowe atakowały pancernik, a standardowe brały na cel niszczyciele. Dzięki używaniu zasady morale myśliwskiego, ataki nie były tak zabójcze, jak zwykle. Tym bardziej, że obrona bezpośrednia była dość skuteczna, i końca walki dotrwała jakaś 1/4 myśliwców.
Okręty Sky'a koncentrowały ogień na moim pancerniku, ja natomiast przyjąłem swoją standardową taktykę. Niestety, nie doprowadziłem jej do końca, co ostatecznie zemściło się na mnie. W czwartej turze udało mi się wygrać inicjatywę, i skoncentrowana salwa z pancernika zniszczyła oba Lake'i (baterie klasy 2) oraz nadgryzła krążownik (LRPT). I tu popełniłem pierwszy błąd (Sky z resztą też - zapomniał odpalić AMT). Mój niszczyciel (drugi był praktycznie dopalającym się wrakiem po ostatnim ataku myśliwców), zamiast strzelać w korwety, zaczął dobijać Reavera. Samotna fregata nie zdołała zniszczyć Warriora, zadała mu tylko 2 punkty obrażeń (bez wpływu na dalszą walkę). W piątej turze mój przeciwnik błędu nie popełnił, i wystrzelił salwę AMT idealnie w miejsce, gdzie znalazł się mój pancernik. Efekt - zero szóstek na kostkach z SOB, 20 punktów obrażeń i mój pancernik znika w kuli ognia. Niszczyciel zdołał jeszcze zadać kilka punktów uszkodzeń Reaverowi, zanim podzielił jego los (dwukrotny przerzut kostki z baterii energetycznej nie zdarza się często, a w zupełności wystarcza do zniszczenie jednostki klasy DD). Na placu boju pozostała tylko moja fregata, więc po oddaniu ostatniego strzału zakończyliśmy grę.

Wnioski:
- AMT jest groźne.
- lekkie jednostki z AMT są bardzo groźne, więc stanowić powinny pierwszy cel na dalekim dystansie (zasada znana mi od dawna, często stosowana - z powodzeniem - ale nie tym razem).
- LRPT same wojny nie wygrają - to wciąż są klasyczne torpedy plazmowe, tyle że z większym zasięgiem. Po trafieniu w cel trzeba jeszcze zadać sensowne obrażenia.
- w kolejnym starciu muszę przetestować system Stealth, w połączeniu z LRPT powinno to nienajgorzej działać.
- 1-2 skrzydła interceptorów do osłony okrętów wydaje się być koniecznością.
- brakowało mi ciężkich rakiet... no ale nie można mieć wszystkiego. Choć z drugiej strony, to w końcu Syndykat... :D:D:D

wtorek, 18 czerwca 2013

Borsuk is back - Chwaty odsłona druga

Prace remontowe przekroczyły punkt, w którym mogę znów zacząć poświęcać trochę czasu na przyjemności. Efektem było sobotnie spotkanie z Azem (który jest autorem zamieszczonych zdjęć) i Skoblem celem dalszego zgłębiania tajników Chwatów.
Na pierwszy ogień poszła potyczka rodem z frontu wschodniego. Jesień 1941 roku, apogeum możliwości Wermachtu. Wojska niemieckie mają wysokie morale, w przeciwieństwie do czerwonoarmistów, którzy, spodziewając się rychłej klęski, poddają się tysiącami. W jednej z małych wiosek, pośród pól i lasów, niewielki oddział Krasnej Zwezdy oczekuje na natarcie wojennej machiny spod znaku Hakenkreuza.


Ponieważ ostatnim razem (i jednocześnie pierwszym) grałem nazistami, postanowiłem dla odmiany objąć dowództwo soldaków. Pod moją komendą były trzy drużyny po pięć modeli, w tym dwa dektariewy oraz snajper, wsparcie w postaci maxima i moździerza 82 mm oraz obserwatora artylerii. Moje morale było niskie (choć dzięki niezłym w sumie rzutom na starcie jednostek o ponadprzeciętnej renomie było całkiem sporo), co nieźle odzwierciedlało historyczne realia.

Przeciwko mnie stanął Az z trzema drużynami, mający dwa MG42, obserwatora artylerii z radiostacją oraz snajpera. Obaj mieliśmy po gwieździe, jednak jak się później okazało, nie odegrały one specjalnej roli w tym starciu (a przynajmniej moja).

Skobel, jako znawca tematu i zasad, czuwał nad czystością i płynnością rozgrywki. Celem rozgrywki było przejęcie kontroli przez Aza nad dwoma flagami (sowiecką i nazistowską) w ciągu 8 tur, moim - jak można się domyśleć - uniemożliwienie mu tego.
Przez pierwsze dwie - trzy tury usiłowałem wczuć się w grę, i przypomnieć sobie ogólną mechanikę. Skutek był taki, że jedynym sensownym posunięciem było ustawienie maxima na skraju lasu na wschodzie, gdzie skutecznie do końca gry ryglował drogę i nie pozwolił przedostać się jednostkom Aza (choć była to broń czysto psychologiczna - ani razu nie została użyta).

Poza tym zacząłem ponosić straty od ostrzału zarówno z broni osobistej, jak i artylerii, gdy starałem się obsadzić drużyną dom na północnej stronie ulicy.


Az zdołał obsadzić chałupkę w zagrodzie, i gdy moi czerwonoarmiści ruszyli do szturmu, zostali przywitani skutecznym ogniem.

W drugiej już grze moja gwiazda zrobiła ni mniej, ni więcej, tylko efektownie umarła. Podobnie postąpił jeden z obsługujących dektariewa. Drugi, wraz z trzema kompanami (w tym obserwatorem artylerii) obsadzili południowy kraniec zagrody.

Obserwator przekazał koordynaty do ostrzału, i już pierwszy ostrzał moździerzowy przyniósł efekt - dzięki dobremu zniesieniu pocisk trafił w środek najdalej wysuniętego na zachód budynku, w której ukrywał się jeden z atakujących. Parafrazując cytat z milicyjnych notatek służbowych, "gdy spadł mu na głowę granat, nie wymyślił nic bardziej sensownego, więc umarł".


W tym czasie moja wesoła kompania w sile 6 chłopa opanowała stodołę w centrum zagrody (z jej wnętrza dobiegały podobno pijackie wrzaski w stylu "móóój jest ten kawałek stodołyyyy").


Stamtąd też kilkukrotnie przeprowadzałem próby wyeliminowania bez wątpienia postaci numer jeden tej gry - Azowego strzelca, który dziesiątkował (dosłownie) moje siły.

Skutek był taki, że pojawiło się więcej rannych, a ja zaległem w obronie i oczekiwaniu na atak, który nastąpić musiał.

Obstawienie obu wejść oraz okna przez sołdaków w postawie strzeleckiej przystopowało marsz Aza. Jeden z usuryjskich striełoków, czających się za zabudowaniami w północnej stronie wsi zdołał odstrzelić Azową gwiazdę, dzięki czemu złapałem pulę 3 kostek mocy ;) (specjalne kości, dzięki którym można wygrać grę - wykonując rzuty na koniec tury, musimy mieć więcej sukcesów niż przeciwnik, i tak przez dwie kolejne tury. Wówczas okazuje się, że Oberkommando der Wermacht rozkazało wycofać się swoim siłom i obsadzić inny odcinek frontu). W rzutach uzyskuję jeden sukces, Az zero (brak kości). Kolejna tura to ataki Aza na stodołę, i moja dzielna obrona. na koniec tury udaje mi się uzyskać jeden sukces więcej niż Az, i tym samym wygrywam grę.
Muszę przyznać, że zwycięstwo było dość szczęśliwe - dwukrotnie udało mi się odciągnąć piątego rannego z pola walki (pięciu rannych w mojej sytuacji uniemożliwiało mi aktywację jakiejkolwiek jednostki, co było równoznaczne z porażką).
Jednostki wsparcia i bronie specjalne - maxim dobrze ustawiony ryglował szosę, i choć nie oddał żadnego strzału, to bardzo psuł szyki jednostkom przeciwnika. Moździerz - zero wykorzystania - złe rozstawienie, szybka strata jednego z obsługujących, brak przeciwników w polu widzenia - do poprawki/ dalszego testowania. Diektariewy - jeden zginął zanim cokolwiek zrobił, drugi skutecznie (choć również bez jednego strzału) ryglował południową część wsi. Snajper - kilkukrotnie ostrzeliwał się w biegu z jednostkami przeciwnika (bez efektu), wyłączony z walki po wejściu do północnego budynku. PPSz - niezła, szybkostrzelna broń, co prawda niezbyt skuteczna tego dnia, jednak posiadająca niewątpliwie spory potencjał.

Moje błędy:
- nieznajomość zasad powodująca, że zanim zacząłem się wczuwać w grę, moje siły stopniały dość poważnie,
- zbytnie rozdrobnienie swoich sił, przez co skoncentrowany atak stosunkowo łatwo przełamywał moje pozycje ryglowe.

Spostrzerzenia:
- moździerz powinien móc strzelać nie tylko do celów widocznych, ale również w konkretny obszar (z odpowiednio pogorszonymi statystykami) - Skobel obiecał rozważyć powyższe.
- użycie granatów - kwestia do zastanowienia się, czy użycie ich tylko przeciw widocznym celom jest dobre (wyjaśnienie o wychylaniu się zza winkla przez jednego z członków zespołu jest jak dla mnie logiczne).
- brak spisanych zasad powoduje pewien chaos w poczynaniach, przynajmniej na początku.

Drugie starcie, to Prochorowka w wersji mini.

Po mojej stronie Pzkw VI Tiger, Hetzer oraz Sdkfz 234/2 Puma, po stronie Aza KW-1, T-34/85 oraz T-26 "Green Frog".


Moi wiarusi spotkali się z weteranami z dywizji pancernej Gwardii. To starcie było zdecydowanie szybsze od poprzedniego, a to za sprawą niezłych umiejętności naszych załóg. W pierwszej turze Hetzer schował się za stodołę, puma za domek, a Tygrys wjechał tyłem w las (co narodziło pierwsze pytanie o możliwości takowego manewru i jego konsekwencje). Efektem tego było uszkodzenie układu jezdnego Tygrysa i ograniczenie jego prędkości. Druga tura to przybliżenie się KW-1, i wyjazd Tygrysa na jego spotkanie z zamiarem jego zniszczenia (ehhh, stare nawyki z młotka).


Niestety, rzuty Aza na Wróg w polu widzenia były lepsze, i w efekcie mój czołg został unieruchomiony, a cała załoga, poza działonowy, uciekła. w tym czasie T-34 i żaba posuwały się w moją stronę pod osłoną drzew. Trzecia tura, i mój mierzony strzał zrywa gąsienicę KW-1 unieruchamiając go.

W odpowiedzi T-34 wypatrasza Tygrysa, i zaczyna się robić niemiło. Wrażenie to pogłębia się, gdy T-34 taranuje stodołę (druga kwestia nie przewidziana przez Skobla), wyjeżdża za plecy Pumy, i niszczy jej silnik.


Odpowiadam obracając się Hetzerem i odstrzeliwując silnik pogromcy moich dwóch jednostek. Żabcia, po dojechaniu do lepianki, rozpoczyna ostrzeliwanie mojej ostatniej maszyny, stojącej w szczerym polu.
 Skąd wyjeżdża czołg? Znienacka ;)

Odpowiadam ogniem, i po trwającej trzy tury wymianie argumentów udaje mi się zakończyć jej żywot. Przeciwko mnie pozostał tylko unieruchomiony KW-1, więc zakończyliśmy na tym nasze starcie. Tak więc starcie pomiędzy komuchami a nazistami wygrała... czechosłowacka myśl techniczna ;)

Spostrzeżenia:
- w porównaniu do piechoty czołgi są niszczone bardzo szybko (mogły mieć na to wpływ nasze całkiem niezłe statystyki, być może przy przeciętnych byłoby inaczej),
- kolejny raz sugerowałem się zasadami z innych gier, co się zemściło dość brutalnie.

Kolejne starcie planujemy zrobić w wersji połączonych sił piechoty i pojazdów, myślę że będzie to najlepszy sposób na stwierdzenie grywalności zasad obu formacji.A kto wie, może uda mi się już wystawić swój oddział ;)

wtorek, 14 maja 2013

Z innej beczki, czyli łódzkie atrakcje majowego weekendu

Dziś, jak w tytule, z innej beczki. W zeszły weekend w moim mieście odbyły się dwie ciekawe (przynajmniej dla mnie) imprezy.

Pierwsza z nich to Moto Weteran Bazar, odbywający się cztery razy w roku. W wielkim skrócie - jest to zlot fanów motoryzacji, militariów i wszelkiego rodzaju staroci. Można tu nabyć części do samochodów, motocykli, broń białą i palną w całości i w częściach (oczywiście, wszystko w zgodzie z odpowiednimi przepisami). Na tę edycję, odbywającą się na stadionie łódzkiego Startu, wybrałem się ze względu na spotkanie ze znajomym sprzedawcą militariów. Niestety, sobotnia pogoda dość ostro dała się wszystkim we znaki, cały czas padał deszcz, a ponadto remont wciąż wisi mi nad głową, więc ograniczyłem się od odbioru zamówienia, i szybkiej ewakuacji. Zdjęć nie robiłem, choć było kilka smaczków godnych uwiecznienia. Mam nadzieję, że w kolejnej odsłonie pogoda będzie łaskawsza, i nie będzie utrudniać myszkowania po stoiskach i podziwiania okazów zarówno militarnych, jak i motoryzacyjnych. 
Cena biletu - 15 zł za jeden dzień.
Druga impreza, to XIII już odsłona Międzynarodowych Targów Zoologicznych, odbywających się cyklicznie na terenie Targów Łódzkich. Na nie wybrałem się w niedzielę, ciekawy nowości w dziedzinie hodowli rybszczaków wszelakiej maści i gatunku. Niestety, mała ilość czasu nie pozwoliła mi na uczestnictwo w seminariach dotyczących chorób i leczenia rybek akwariowych. Musiałem się zadowolić obejściem boxów wystawowych przedstawicieli firm akwarystycznych i obejrzeniem wystawy "Żółta łódź podwodna" oraz basenu z karpiami Koi.

Z ciekawych nowinek (przynajmniej dla mnie) akwarystycznych były zestawy akwariowe firmy Sera z podświetleniem LED (dla akwariów słodkowodnych całe białe, dla morskich połączenie białych i niebieskich). Wstępna cena takowego zestawu (jeszcze u nas niedostępnego) to ok. 2,5 tys. zł.
Inną nowością są pokarmy amerykańskiej firmy Omega One. Wg ulotki produkowane są na Alasce, w oparciu o świeże, naturalne składniki, z wykorzystaniem nowoczesnych metod produkcji. Ma to być pokarm z górnej półki, zarówno jakościowo, jak i, niestety, cenowo. W ramach testów zaopatrzyłem się w próbki pokarmów Freshwater Flakes (płatki ogólnego stosowania), Super Kelp Flakes (płatki z wodorostów morskich) oraz Cichlid Flakes (płatki dla pielęgnic). Dodatkowo nabyłem mały pojemniczek Veggie Rounds (tabletki dla moich zbrojników). Cena ok. 12,50 zł za 56 g jest dość spora w porównaniu do produktów rodzimego Tropicala, jednak na ulubieńcach się nie oszczędza. A poza tym, i tak o wszystkim zdecydują zbrojniki ;)
Na stoisku Sera dostałem również dwie saszetki testowe z pokarmami Vipan Family (pokarm ogólny w płatkach i drobnych granulkach). Nabyłem również w okazyjnej cenie brakujące numery magazynu Akwarium.
Cena biletu - 15 zł za jeden dzień




Jak napisałem na otwarcie bloga, będzie w nim też o rybach, i oto pierwszy artykuł. A jak się komuś nie podoba, to dostanie z PPC (i radzę uważać, jedno zawsze trafia :P)!

wtorek, 7 maja 2013

Chwaty, czyli moje początki z 1/72

W zeszły weekend udało mi się spotkać ze Skoblem w celu zapoznania się z jego systemem Chwaty. 

Pozwalam sobie zacytować autora:
" Dynamiczna Gra Wojenna o dzielnych ludziach to próba stworzenia zestawu reguł, które dostarczałyby graczom szeregu wrażeń niedostępnych w innych publikacjach.
Chwaty są przeniesieniem darmowej mechaniki Chain Reaction 3.0 (silnie zmodyfikowanej) do świata zmagań niewielkich oddziałów (jedna, dwie drużyny) w okresie II wojny światowej.

CO OFERUJĄ CHWATY?

• Szybką rozgrywkę
Pojedynczy scenariusz powinieneś ukończyć w sto – sto pięćdziesiąt minut licząc łącznie z rozstawieniem terenu.
• Przystępne zasady
Nie posiadając wcześniej żadnego wargamingowego doświadczenia możesz rozpocząć pierwsza grę.
• Filmowy klimat
Gra odtwarza atmosferę amerykańskiego filmu awanturniczo-wojennego (Złoto dla zuchwałych, czy Parszywa dwunastka to najlepsze przykłady).
• Tryb Kampanijny
Jeżeli po pojedynczej bitwie będziesz miał mało możesz przenieść rezultaty poprzedniej rozgrywki do kolejnej.
• Towarzyska atmosferę
Gra wymaga od uczestników ciągłego podkreślania intencyjności i skupienia w każdym momencie gry. Nie będziesz odpoczywał, gdy przeciwnik przesuwa swoje figurki, bo w jego turze będziesz mógł na bieżąco reagować. On natomiast- będzie reagować na Twoje reakcje. Możesz odpowiedzieć na taka reakcje kolejną! Ojej, to się samo nakręca!

CZEGO NIE MAJĄ CHWATY?

- Sztywnych reguł,
- Realizmu,
- Zbalansowania gry,
- Dużej ilości modeli,
- Symulacji starć pancernych "

 Tyle autor. Do pierwszej gry wybrałem sobie wyczynowców spod znaku swastyki (dwie drużyny po 5 plus gwiazda), a przeciw mnie stanęli napędzani samogonem tawariszcze zza Wołgi. Moim celem było niedopuszczenie chwatów Skobla do dotarcia w ciągu 8 tur w rejon znacznika.
Generalnie system opiera się w dużej mierze na rzutach 2k6, i porównywaniu rezultatów z tabelkami. Wbrew pozorom, banalny z pozoru opis bardzo przyjemnie sprawdza się w praktyce.
Pierwszą czynnością jest wylosowanie poziomu wyszkolenia naszych sołdatów. Moje rzuty nie były rewelacyjne, i w efekcie mój snajper miał wyszkolenie przeciętne, tylko MG 42 i jeden zwyklak mieli status sprawdzonych w boju towarzyszy. Kolejną ciekawostką jest wybór Gwiazdy - otrzymujemy figurkę, przyglądamy się jej, i podajemy nazwisko aktora, który się z nią kojarzy. Na widok kapitana Wehrmachtu ze MP 40 od razu przed oczami pojawił mi się Gregory Peck w Działąch Navarony. Tak też wybrałem, i w ten sposób Gregory stanął do pojedynku z ekipą Kazia Kaczora.
Sama rozgrywka nie była zbyt rewelacyjna (z mojej strony). Brak znajomości zasad (pomimo pomocy ze strony przeciwnika), połączona z chęcią wykorzystania gry na zapoznanie się z pewnymi efektami (próba ataku granatami na przygotowanych za osłoną Rosjan) skończyły się porażką. Szybko straciłem snajpera, który miał szachować przeciwnika na odsłoniętym przedpolu, a został zestrzelony w drugiej turze gry. MG 42 radził sobie znacznie lepiej, ustawiony za murkiem szachował połowę planszy dość skutecznie uniemożliwiając ruchy przeciwnika. Niestety, niezbyt przemyślany (jak się później okazało) manewr spowodował, że w ciągu 2 tur zginął Peck oraz 2 członków jego pierwotnej drużyny, a pozostałych 3 dostało się do niewoli. Gdy pod koniec 3 tury pozostało mi 4 sołdatów przeciwko kompletowi Kaco, zakończyliśmy potyczkę.
Dodać muszę, że od połowy gry po mojej stronie zmaterializował się awatar (w postaci Wery) rzucający kostkami (muszę przyznać, że wyniki rzutów znacznie się polepszyły, niestety - wcześniejsze straty były nie do odrobienia).
Ogólne wrażenia z gry mam bardzo pozytywne. To kolejny system, po CWC, mający zasady diametralnie inne od tych, do których przyzwyczaił mnie Genialny Wydawca czy PP. Jest całkiem przyjemnym przerywnikiem dla Full Thrusta czy Warmachine. Dodatkowo, pozwoli mi na przyspieszenie prac nad makietą Kurska (i nie tylko).

Tak więc Hammsterze, chyba wreszcie nadszedł mój czas na 1/72 ;)

Poniżej zamieszczam link do strony autora (który mam nadzieję nie będzie zły za rozległe cytowanie):
http://chwaty.skobel.cba.pl/

wtorek, 30 kwietnia 2013

Scrap Raiders - Wakacje na pustkowiu

Po prawie czterech miesiącach udało nam się skończyć trzeci scenariusz w naszej kampanii BattleTecha "Scrap Raiders". Na początek małe wprowadzenie - kilka miesięcy temu Brathac rzucił propozycję rozegrania kampanii w CBT, którą zaoferował się poprowadzić. Rękawicę podjęli Borsuuk, Machcio i ja. Dla mnie jest to bardzo dobry sposób na poznanie systemu, którego dopiero się uczę (pod czujnym okiem naszego Agenta ;) ). Jesteśmy grupą (a właściwie trzema grupami) najemników, którzy połączyli siły, aby łatwiej przeżyć od pierwszego do pierwszego.
W pierwszym scenariuszu (FUBAR) udało nam się wygrać (niestety, moja relacja przepadła gdzieś w odmętach dysku), drugi (Nieproszeni goście) chłopaki przegrali - mnie nie dane było wyprowadzić mojej lancy szturmowej. W trzecim scenariuszu pojawiła się cała moja lanca szturmowa:
Catapult CPLT-K2K - pilot Eva-Christina "Kato" von Treppel (P5/A3) - dowódca lancy
Falconer FLC-8R - pilot Timotheus "Octavio" Mwinyi (P5/A4)
Warhammer WHM-7M - pilot Mary-Jane "Varro" Stulc (P6/A4)
Victor VTR-9D - pilot Ernan "Idaeus" Crocker (P4/A4).
Poza nimi były jeszcze TR1 Wraith i PHX-3D Phoenix Hawk prowadzone przez Borsuuka, oraz Bandersnatch BNDR-01A M.J. Machcia.
Rozgrywka toczyła się na czterech mapach (Rolling Hills #2, Moonscape #2,  Box Canyon, Desert Sinkhole #1). Nasze siły rozstawiły się w kanionie i na pustyni. Warhammer ukrył się za jedną z wydm. Falconer i Victor ustawiły się na wzgórzach w oczekiwaniu na siły piratów, a Catapult za częściową osłoną ubezpieczał otwartą przestrzeń.
Po stronie piratów (czyli Brathaca) pojawiły się Marauder MAD-5L, JagerMech III JM6-D3, Cataphract CTF-2X, Wolverine WVR-8D, Ostroc OSR-2C, Enforcer ENF-5D, Blackjack BJ-3, Clint CLNT-2-3. 
Naszym zadaniem było zatrzymanie, zniszczenie lub zmuszenie do wycofania co najmniej połowy sił przeciwnika.


W pierwszej części gry udało nam się uszkodzić i zdobyć JagerMecha, oraz uszkodzić i zmusić do wycofania mocno uszkodzonego Blackjacka. Z drugiej strony uszkodzenia odniosły Catapult, Bandersnatch i Wraith. Wolverine, który chciał dobić moją Katapultę, dostał się pod celny ogień ukrytego za wydmami Warhammera. Salwy z PPC zdemolowały kadłub mecha, jednak nadal mógł walczyć. W tym czasie do akcji wszedł Marauder, który wziął na cel Catapulta i Warhammera. Na drugiej planszy Falconer i Victor ostrzeliwały Ostroca i spólkę, która przedzierała się przez kręte kaniony.



W drugiej części scenariusza strzały padały już gęsto, i były celne. Pod ostrzałem Wolverine'a i Maraudera Warhammer stracił lewą nogę i upadł, jednak dzielna "Varro" Stulc cały czas prowadziła ogień z PPC do wycofującego się Maraudera. Catapult został dwukrotnie krytycznie trafiony w silnik, przez co jego grzanie się wzrosło o 10 punktów. Zmusiło mnie to do rezygnacji z używania średnich laserów, i poprzestałem na ostrzale z PPC (z których, jak zwykle, jeden zawsze trafiał). W tym samym czasie Falconer i Victor, skacząc po wierzchołkach gór, przyłączyły się do ostrzału Maraudera, który coraz bardziej zwalniał. Niestety, same również obrywały. 



Machcio i jego Bandersnatch prowadził zabawę z Cataphractem, sukcesywnie go dziurawiąc, natomiast Borsuuk sukcesywnie spowalniał marsz Brathaca przez kaniony.
Wydawało nam się, że naszemu Agentowi uda się jednak przedrzeć ponad połową sił poza naszą krawędź, gdy rozpoczął się łańcuch zdarzeń, którego nie spodziewał się żaden z nas (no, może poza mną ;) ). Najpierw Machcio wykonał (chyba) strzał życia. Jego Bandersnatch trafił dwukrotnie Maraudera z LB-X śrutem, zwanym później przez historyków Dwoma Śrucinami Śmierci. W efekcie ostrzeliwany stracił w wyniku trafień krytycznych nogę oraz rękę, i przewrócił się ku naszej radości. Niestety, pod wpływem ostrzału z Falkonera (w euforii nie pomyślałem, że można by wziąć go żywcem) Marauderowi eksplodowały silniki, i musieliśmy obejść się smakiem. 



Kolejna tura, i Cataphract zbliżył się do Warhammera, chcąc skopać (czytaj - dobić) leżącego. Widząc podwładną w niebezpieczeństwie, "Cato" skierowała PPC swojego Catapulta na wroga, i wypaliła. Standardowo, trafił jeden, ale to wystarczyło. Promień przebił kadłub i trafił w amunicję, zamieniając wrogiego mecha w pogięty stos metalu. Falconer trafił z gaussa Ostroca, odstrzeliwując mu głowę. Wraith potraktował z buta Enforcera, przewracając go i niszcząc silnik. Wolverine i Clint przebiły się.
Wygraliśmy, jednak uszkodzenia (zwłaszcza w mojej lancy) są poważne. Zdobyliśmy jednak trzy mechy (Jagermech, Ostroc, Enforcer), które możemy naprawić lub sprzedać.

Zdjęcia i kluczowe informacje pochodzą z relacji Brathaca - http://solaris7.pl/index.php/opowiesci-z-pol-bitewnych/288-scrap-raiders-wakacje-na-pustkowiu.html