niedziela, 15 stycznia 2017

Kij w mrowisku - Syndrom leminga

Nie, dziś nie będzie o polityce, przynajmniej nie o naszej. Ale i tak będzie nietypowo. Postanowiłem nieco się powywnętrzniać na temat, o którym nie mam zielonego pojęcia (czyli jednak nawiązania do naszych światłych przywódców będą ;). Z góry zaznaczam, że piszę to z punktu widzenia gracza domowego, omijającego wszelakie turnieje szerokim łukiem. Zapraszam do lektury.


Inspiracją do powstania niniejszego wpisu było pojawienie się w zeszłym roku nowej, trzeciej edycji Warmachine/Hordes, choć w takim samym stopniu odnosi się on do młotków, czy jakiegokolwiek innego systemu. Zamiennie można użyć określenia syndrom niewolnika wydawcy. W czym rzecz?


Wydawcy gier (nie tylko bitewniaków) co jakiś czas wypuszczają na rynek nowe edycje swoich wyrobów. Powód jest prosty - z tego żyją. A gracze w gremialnej większości, wylewając swe żale lub zachwyty na forach czy blogach, przesiadają się na nowy produkt. Pal licho, jeśli nowa edycja wprowadza balans lub nowe, lepsze zasady (jak było to, w moim mniemaniu, w przypadku 2 edycji maszynki). Rozumiem też graczy turniejowych, dla których to bardziej sport. Nie jestem za to w stanie zrozumieć czegoś innego.
Jest całkiem spora grupa entuzjastów, dla których sednem zabawy jest malowanie figurek i rozgrywki w zaciszu domowym. Nie jeżdżą na turnieje, grają raczej wśród znajomych. Na światło dzienne wypływa informacja o nowej edycji ich ulubionego systemu. Najpierw jest wertowanie wszelakich njusów w sieci, nastrajających mniej lub bardziej pozytywnie. Wreszcie bach! Nowa edycja wchodzi na rynek. Następuje gorączkowe wertowanie, porównywanie z wcześniejszą wersją, i decyzja - nie podoba mi się (bo ...). Co wtedy? Dla mnie logicznym posunięciem jest pozostanie przy starej edycji (skoro gra się podobała, sprawiała mi przyjemność, to gram w nią dalej). Sęk w tym, że wielu graczy stwierdza "skoro nowe zasady są do D..., to ja przestaję grać". I tu się zapytowywuję - gdzie sens, gdzie logika? Dlaczego coś, co tyle czasu sprawiało nam radość, nagle wyrzucamy do kosza? Skoro w danej grupie części graczy nowa edycja nie leży, a części jest obojętna, to czemu nie można grać w starą? Czemu wszyscy nagle zapominają, że wcześniejsza edycja, którą mają na półce, jest nadal tak samo grywalna, jak pół roku wcześniej? Przecież fakt, że będziemy nadal grać w starszą, nie spowoduje, że do naszych drzwi zapuka Inkwizycja, a na podwórku zapłonie stos.
O ile w przypadku maszynki rezygnacje z gry były w moim środowisku incydentalne, o tyle w młotkach było to masowe.
Zdaję sobie sprawę, że koncerny pokroju GW chcą wykształcić w graczach tytułowy syndrom leminga (lub, mówiąc dosadniej, syndrom niewolnika), łykającego jak kaczka śrut wszystko, co tylko wyjdzie nowego w danym temacie. Sam przeszedłem przez 3 edycje czterdziestki, i po 2 battla i maszynki, zanim puknąłem się w czoło (choć nie koniecznie dlatego, że od razu doszedłem do powyższych wniosków). Wiem, że są ludzie z powodzeniem grający np. w 6 edycję WFB. Czemu więc nie można tak z innymi systemami?

36 komentarzy:

  1. Ja tez nie rozumiem tego podejścia. Jeżeli podoba mi sie jakaś edycja to w nią gram albo nie, a nie zachowuje sie jak nastolatek z syndromem emo. W przypadku np WFB kością w gardle stała mi ósemka mimo ze lubiłem grać w 7 i bardzo lubię AoS. Wystarczyło tylko ją przeczekać ;) Poza tym zawsze lepiej bedzie mi sie grało w mniej ulubiona grę w dobrym towarzystwie niż w ta najlepsza w gronie samych buców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, a ostatnie zdanie potraktuję jako motto tego wpisu :)

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że deklaracje odejścia od systemu (a potem ich realizowanie) są składane przez osoby, które z różnych powodów przestały czerpać radość z zabawy danym systemem. Wtedy wyjście nowej edycji jest tylko kropką, która przepełnia czarę. A jak ktoś lubi dany system i figurki, a w dodatku ma stałe grono sprawdzonych przeciwników, to nie musi się bać zmian reguł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogólnym rozrachunku możesz mieć rację, choć akurat mój współgracz, który był niejako katalizatorem tego tekstu, maszynkę bardzo sobie cenił, i był to jeden z jego ulubionych systemów. Dlatego też tym bardziej trudno mi tę decyzję zrozumieć.

      Usuń
    2. Po tym, co napisałeś - też nie rozumiem tego typu decyzji. Jak się gra regularnie w domowym gronie, to nie trzeba się martwić nowymi edycjami.

      Usuń
  3. Wydaje mi się że, dla wielu graczy fakt o wspieraniu ulubionej gry (czy też edycji gry) jest sprawą kluczową. Emocje przy zapowiedziach i oczekiwania na nowości do gry są też bardzo ważne ... oczywiście piszę tu ogólnie do całości hobby a nie do pojedyńczych potyczek bo tutaj to nie powinno mieć żadnego znaczenia. W momencie kiedy wydawca zamyka temat danej gry (edycji) znika taki element niepokoju i niespodzianek które były w momencie kiedy gra była wspierana.

    Tak mi się wydaje bo sam w sumie jakoś nie przywiązuję do tego wagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tym sporo racji, jednak są systemy, które mimo porzucenia lub nie rozwijania przez twórców (np. Epic, Full Thrust) mają spore grono fanów, którzy sami tworzą zasady czy produkują modele. I niektórym wychodzi to na lepsze, niż gdyby były dalej "męczone" przez wydawcę ;)

      Usuń
  4. Niezły clickbait w tytule :P
    A ja właśnie myślałem, że będzie o polityce :D
    Mi się Maszynka podoba ze względów fluffowo-wizualnych, jakbym grał to bym miał w tyle na jakich zasadach, o turniejach nie wspomnę. A że jestem leniwy (a graczy w okolicy mam) to problem znika ;) (może kiedyś...).

    P.S.

    Więcej publicystyki poproszę :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryoken - zapraszam do siebie. Tam masz czytania publicystyki na tygodnie: http://bitewniakowepogranicza.blogspot.com/

      Usuń
    2. Czytuję co czwartek :P.

      Usuń
    3. Myk z tytułem w sumie zamierzony, i byłem prawie pewien, że tak to odbierzesz ;)
      Maszynka jest fajna, więc jeśli masz z kim grać, to polecam. Niezależnie od edycji ;)
      A co do publicystyki, to moje pióro się dość mocno zastało od czasów, gdy było wykorzystywane do czegoś więcej, niż tylko wywnętrzanie się na blogu, i nie mam co się równać z np. Mrówą, ale coś tam będę od czasu do czasu płodził, ku zgorszeniu i irytacji czytających :)

      Usuń
  5. Właściwie gram raz/dwa do roku teraz, ale jak już to tylko w to co mi się podoba:) No i pomału robię armię HE na moją ulubioną 6ed WFB :)) AoS mi się nie podoba i nie ulegnę- tym bardziej w kupowaniu figurek i łykania tego co GW wymyśli :)

    Też jestem za tym, aby grać w towarzystwie klimaciarzy w cokolwiek co będzie bawiło niż na siłę przenosić się w np. 9th ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również AoS nie leży, nie tyle zasadami, których nawet nie znam, co designem figurek i otoczką fluffową.
      Stary armii (z gier, w które już nie gram) nie sprzedałem, mam do nich zbyt duży sentyment. Poza tym, może jeszcze kiedyś wrócą na stół w gronie starych znajomych ;)

      Usuń
    2. Gwoli uściślenia. AoS jeszcze nie ma fluffu. To co jest to jakiś tam zalążek. Fluff ma sie rozwijać razem z grą. Jak w MTG. :)

      Usuń
    3. Wiesz, to co jest (sfery, wszyscy się kochają, aż tu nagle przestają, i jest znowu be), a przede wszystkim nowy design (zwłaszcza space marines i krasnoludów)mnie osobiście odpycha. Ale co kto lubi, nie każdemu musi się wszystko podobać :)

      Usuń
  6. Tytuł zdecydowanie ostrzejszy aniżeli sam tekst. Jak to Ryo dobrze stwierdził Clickbait ;)

    Czy takie odejścia były faktycznie trwałe, czy może była to chwilowa "fala" hejtu. Z graniem w większych gronach nie mam doświadczenia ale to co opisujesz brzmi troszkę podobnie do sytuacji która pojawiała się nagminnie w początkach facebooka w Polsce. Gdy tylko wyszedł update graficzny wszyscy na niego psioczyli, narzekali wyzywali i rzucali stwierdzeniami ala "odchodzę", "co za guwno", "nie będę z tego korzystał" itp itd. A jednak po dwóch dniach, zazwyczaj gdy temat przycichał ludzie zapytani o to jak im się pracuje z nowym wyglądem w większości odpowiadali "jakim nowym wyglądem, przecież to zawsze tak było". Teraz gdy zmiany są częstsze takich narzekań już nie słychać. To samo było w przypadku niedawnych wyborów "jeśli partia/osoba X wygra wybory to wyjeżdżam z kraju" i jakoś wzmożonej imigracji nigdzie nie zaobserwowano :P

    Myślę, że może to być po prostu moda i wrodzone zamiłowanie do narzekania napędzane zachowaniem stadnym, ale to tylko takie moje niepoparte niczym widzimisię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi sie przypomniał śledzik na naszej klasie ;)

      Usuń
    2. Aż mi się przypomniało wklejani przez niektórych: 5p13rd4l4j-5l3d21u :D

      Usuń
    3. Az, miało być pierwotnie nieco pikantniej, ale zrezygnowałem (na razie ;).
      Nie znam ogólnych statystyk, mogę jedynie bazować na znanych mi przykładach (plus typach z sieci palących swe armie po likwidacji wfb - to raczej na "chwilową falę" nie wyglądało ;).
      Poza tym, bardziej chodziło mi o to, że mogąc grać w starszą edycję, gracze całkowicie odpuszczają sobie system i wyprzedają armie.

      Usuń
  7. Właśnie dlatego nie gram w żadne mainstreamowe systemy. Przynajmniej moi współgracze są dorośli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak... i przesuwają po stole małe plastikowe/metalowe ludziki :P.

      Usuń
  8. Jak każdy leming w tym kraju podążam za rozwojem systemu, w który gram i nie wyobrażam sobie grania w starą edycję czegoś skoro jest nowa.
    Nawet ludzie grający w systemy, które nie posiadają wsparcia wydawcy, niby to dla usprawnienia, ciągle grzebią w zasadach i coś usprawniają. Różnica polega na tym, że jest za darmo, a chwila, większość podstawowych zasad gier z głównego nurtu w dzisiejszych czasach jest za friko. Ba, PP poszło na tyle daleko, że rezygnując z drukowania kart na początku tego roku w niedalekiej przyszłości udostępni swoje wszystkie karty za free do samodzielnego druku, co już zresztą dzieje się z kartami znajdującymi się w erratach. Ktoś chce zapłacić za WarRoom to już jego sprawa.
    Zdaje się, że to bardziej potrzeba rozwoju i zmiany kieruje graczami vel wspomniane już tworzenie i modyfikowanie istniejących zasad. Chyba mało kto lubi zastój. Do tego miłość do starego często zastępuje miłość do zamienników w postaci figurek wydanych przez innych producentów, wszelkiego rodzaju modyfikacje itp. co by nie być zbyt sztampowym, a tak naprawdę to troszkę szkoda, że wydawca już nie wydaje nowości.
    Morał z tego taki, że wszyscy jarają się FIFA 98, a i tak 99% fanów co roku kupuje nową wersję gry i nie tłumaczmy tego zmianami składów, koszulek i lepszą grafiką.
    Swoją drogą mowa o graczach, jak ktoś gra raz na ruski rok to co mu za różnica jakie są zasady, czy stare czy nowe?!
    Poza tym prawda jest taka, że każdy chyba gra w co chce, no chyba, że nie ma z kim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że są gracze, którzy "muszą" wciąż grzebać w zasadach systemów, w które grają, i ciągle je ulepszać (bądź "ulepszać"). Zgadzam się, że niektóre z tych zmian przyjmują się wśród wielu graczy. Ale jeszcze więcej kończy jako home rules wąskiej grupy znajomych.
      Może to dziwne, ale wśród większości moich znajomych dominuje raczej preferencja zasady "pewne rzeczy się nie zmieniają". Zmiana reguł co 3 lata kwitowana jest ironicznym uśmiechem.
      Natomiast, żeby nie było, że jestem totalnie przeciwny nowinkom, bardzo mi się podobał (i podoba nadal!) sposób rozwoju świata, gdzie kolejne książki są kontynuują linię czasu w świecie, wprowadzając nowe jednostki.
      Porównanie zmian zasad z potrzebą konwersji figurek jest według mnie chybiony. O ile konwersjami para się zdecydowana większość graczy, to ilu bawi się zasadami? Poza tym, wygląd armii to kwestia poczucia estetyki, chęć pokazania się wśród znajomych z czymś nowym, innym, niepowtarzalnym. Stąd konwersje są równie popularne w systemach, których twórcy wydają modele cały czas.
      Na koniec mam pytanie o pojęcie gracza. Kto według Ciebie zasługuje na to miano? I jak często trzeba grać, żeby móc się wypowiadać o systemie i zmian w nim? Raz w tygodniu i można pisać, a rzadziej już nie? Słaby argument...

      Usuń
    2. O ile może chybiłem z konwersjami, aczkolwiek osobiście lubię grać mimo wszystko figurkami producenta w daną grę bez zamienników i konwertowania. Jak ktoś tak robi, to mi to w żaden sposób nie przeszkadza. Wnerwia mnie natomiast hardcorowe proxowanie, zwłaszcza, gdy za każdym razem danego bohatera reprezentuje akurat to co jest pod ręką, albo goła podstawka.
      Odnośnie wypowiadania się, to bez nadinterpretacji proszę. Każdy może pisać o graniu kiedy chce i ile chce bez względu na to ile gra. Zresztą to zdanie odnosiło się do osób, które przysłowiowo siedzą w systemie i grywają w niego regularnie. Mówimy tu oczywiście o systemie posiadającym wsparcie wydawcy. Wśród znanych mi osób grających w różne systemy zauważyć muszę, że osoby te w zdecydowanej większości jednak łapią się nowości, wychodzi nowa edycja to zaczynają w nią grać, bo akurat (może takie tutaj lokalne środowisko?) prawie wszyscy robią to samo. Jako przykład podam siebie. Jakbym miał zostać przy 2ed. Maszynki to musiałbym się z graniem akurat w ten system pożegnać, a nie chcę. Czy to czyni mnie lemingiem? Raczej nie... Jak ktoś lubi tzw. Oldhammera, stare edycje Battletecha, Full Thrust i ma z kim grać to świetnie, tylko pozazdrościć.

      Usuń
  9. Dobry tekst, ale nie ze wszystkim się zgodzę :) Ja zawsze szedłem za nową edycją, bo szli za nią gracze. Mimo że 6ed WFB była moją ulubioną, wolałem grać w 7, a potem 8 (i pod nią kupować i malować modele), bo zwyczajnie łatwiej mi było znaleźć przeciwnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to swego rodzaju wytłumaczenie. Chcę grać w system, który lubię. Wszyscy znajomi grają w nową edycję, która niezbyt mi leży, ale skoro chcę grać dalej, muszę się dostosować. Czemu jednak, mając chętnych do gry w starszą edycję, rezygnować całkowicie z czegoś, co sprawiało nam frajdę?

      Usuń
  10. Fajny tekst Borsuku. Ja ślepo ładowałem pieniążki GW jeśli chodzi o WH40k każda edycja wbrew pozorom dodawała kolejne dobre zasady ale nie była pozbawiona błędów. W końcu miarka się przebrała i odpuściłem sobie całkowicie 40k. W moim przypadku i w przypadku moich przyjaciół unikamy już mainstreamowych systemów aktualnie gramy i na bieżąco modyfikujemy FT czy też Frostgrave. Nie mam siły już na czytanie setki codexów do 40k...pomimo tego że klimat 40k jest uber. Cóż może nadchodząca reedycja Epica uszczupli mój portfel:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Mam podobnie, armie do 40 stoją na półkach, a ja przerzuciłem się na bardziej niszowe systemy.
      Co do Epica, to niepokoją mnie informacje o skali 10mm, gdyż swoje graty mam w 6. Ale czas pokaże ;)

      Usuń
    2. Nowy Epic od Gorących Warg ma być w 8mm :P

      Usuń
    3. Być maybe, i tak nie bardzo będzie pasować do 6 mm.

      Usuń
    4. Będzie pasować. Nawet jakby faktycznie nowy Epic był w 10mm. W skali pola bitwy to są symboliczne różnice. 2mm na figurce piechoty to raczej nie problem.

      Usuń
    5. Piechota jak piechota, mnie tytany interesują ;)

      Usuń
  11. To ja dorzucę swoje trzy grosze. Jako gracz z 20 letnim stażem przeszedłem 3 edycje WFB, 3 edycje wh40k, 2 edycje Warmaszyny, 2,5 edycji Flamesów i w międzyczasie kilka innych systemów. Wiem czym sie kierują producenci wypuszczając nowe edycje (balans, poprawa zasad, zmiana mety..lub totalna zmiana targetu). Osobiście uważam że w naszym kraju rozwój gier bitewnych opiera się głównie o sceny ligowo turniejowe. Nic tak nie pobudza rozwoju jak rywalizacja. I teraz jeśli grasz domowo ale twoi koledzy poza graniem domowym udzielają się intensywnie na turniejach to prędzej czy później zostaniesz sam. Oni będą chcieli nadążyć za zmianami a Ty będziesz nadal stawiał ołtarze starym edycjom. Tak było w moim przypadku. DE z wh40k byli niszową armią nie wymienianą od 2 edycji aż nagle w 6 edycji pojawił się nowy dex. Nie spodobał mi sie chociaż był potężny (sytuacja identyczna była z moją armią demonów do WFB). Przestało mi sprawiać frajdę granie samograjem, chciałem grać starym dexem ale gracze i zasady imprez nie zezwalały na to. Jako że w domu nie miałem nigdy warunków do grania to byłem skazany na gralnie publiczne gdzie trzeba było się dostosować. Tak oto przestałem grać w wfb, wh40k. Powiesz że turnieje nie napędzają środowiska? To czemu w Łodzi umarło Infinity w chwili gdy przestały być organizowane eventy? Czemu umiera FoW jak częstotliwość eventów spadła do 1-2 rocznie? Czemu Malifaux czy WM&H nie rozwijają się w Łodzi tak jak w innych miastach? Odpowiedź jest prosta- brak turniejów i możliwości rywalizacji.

    OdpowiedzUsuń
  12. A mi się wydaje że ci co narzekają to po prostu tak mają i już. Pewnym ludziom nie dogodzisz. Jak coś jest nie po ich myśli to po prostu znajdują wymówkę aby rzucić system i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś w tym jest.
      Inna rzecz, że narzekanie to nasz sport narodowy, a kto nie narzeka, ten jest podejrzany.

      Usuń
  13. Ciężko dopisać mi coś do wcześniejszych komentarzy, ale co do nowych edycji i tego, że cała rzesza graczy ich wyczekuje i wraz z nowym narybkiem na nie nagle gremialnie przechodzi, napiszę jedno - to tak samo jak z rzucaniem palenia od poniedziałku i postanowieniami noworycznymi. Musi być jakiś impuls. Musi się coś dziać, by było "warto" =) oczywiście przypadki tylko potwierdzają regułę =)

    OdpowiedzUsuń