czwartek, 7 listopada 2013

Borsucza biblioteczka, czyli Borsuk poleca (lub nie)

Rycerze Boga. Zakon Templariuszy i Saraceni (H. Nicholson, D. Nicolle), czyli Królestwo (nie do końca) Niebieskie.


Pozycja ta stała na mojej półce już od kilku lat, jednak sięgnąłem po nią dopiero teraz. Z góry zaznaczę, nie jestem historykiem, więc moja recenzja, podobnie jak wiele innych, będzie miała postać zbioru odczuć po przeczytaniu tej pozycji.
Oryginał wydany został w 2005 roku przez wydawnictwo Osprey, u nas ukazał się drukiem Bellony w 2009.
Książka, wbrew tytułowi, nie skupia się tylko na Templariuszach. W pierwszej części mamy wprowadzenie do sytuacji na Bliskim Wschodzie, opis kampanii Saladyna z roku 1187, z głównym naciskiem na bitwę pod Hittin i upadek Jerozolimy. Poznajemy dowódców obu stron, wojska i taktyki.
W drugiej części przedstawione mamy porównanie rycerza spod znaku półksiężyca, i templariusza. Mamy opisy broni (np. różna rodzaje łuków saracenów), uwarunkowania kulturowe obu światów, i ich wpływ na obie armie (na Bliskim Wschodzie życie koncentrowało się w miastach, a wielkie połacie pustyń były domeną nomadów, i to głównie oni służyli w armiach).
Pierwszą rzeczą, jaka nasunęła mi się podczas czytania, było wrażenie, że książka zaczyna się od środka. Opis zaczyna się praktycznie od sytuacji politycznej w Królestwie Jerozolimskim na krótko przed bitwą pod Hittin. Wprowadzenie, a więc czasy wcześniejsze, są według mnie opisane bardzo powierzchownie.
Kolejną rzeczą, jaka mnie zastanowiła, jest częste używanie przez autorów stwierdzeń "chyba. prawdopodobnie" (choć nie wiem, czy nie jest to kwestia tłumaczenia). O ile na początku wyglądało mi na to, że autorzy nie chcą stawiać tez w miejscach, gdzie nie dotarli do wiarygodnych źródeł, to w pewnym momencie miałem wrażenie, że nie ma żadnych (lub prawie żadnych) w pełni wiarygodnych źródeł z tamtego okresu (co być może jest prawdą, jednak jako amator w dziedzinie historii nie jestem tego w stanie stwierdzić).
Książka zawiera dużą ilość oryginalnych nazw uzbrojenia, odzieży czy też rytuałów lub zwyczajów Bliskiego Wschodu. Mankamentem jest dla mnie brak słowniczka na końcu książki, który zbierałby wszystkie w jednym miejscu, i pozwalał uniknąć wertowania książki w celu znalezienia wyjaśnienia.
Ogólnie muszę jednak powiedzieć, że książka podeszła mi do gustu. Czytało się ją dobrze i szybko, co więcej, rozbudziła apetyt na poszerzenie wiedzy z zakresu wypraw krzyżowych (i to jest chyba największy plus). Teraz oczekuję na klasykę tematu, czyli "Dzieje wypraw krzyżowych" Runcimana.

Czytając pierwszą część książki, nasunęło mi się stwierdzenie "kurcze, przecież to książkowa wersja Królestwa Niebieskiego!". Od razu też zacząłem wychwytywać różnice pomiędzy obydwoma dziełami.

Wszystkie główne postacie z filmu mają swoich rzeczywistych odpowiedników, choć, oczywiście, nie wszystko jest opisane zgodnie z historią (takie to już prawa kinematografii, zwane wolną interpretacją).
Król Baldwin V, władca Królestwa Jerozolimy, w wieku młodocianym zmarł na trąd, podobnie jak jego ojciec. W filmie jest pogromcą i przyjacielem, a przynajmniej człowiekiem mającym szacunek Saladyna. Książka o tym milczy.
Gwidon z Lusignanu, małżonek Sybilli i ostatni król Jerozolimy, przedstawiony jest w filmie jako zapatrzony w siebie pyszałek, dążący za wszelką cenę do wojny z Saladynem. W rzeczywistości zbyt łatwo ulegał on wpływom swych przyjaciół, dających mu nieraz sprzeczne rady. Zmusił co prawda Saladyna do odwrotu w 1183 roku, jednak przez większość historyków przedstawiany jest raczej w mało pozytywnym świetle, jako ten, który poddał islamowi Jerozolimę.
Renald z Chatillon to filmowy intrygant, zausznik Gwidona, dążący do wojny z saracenami. W rzeczywistości ów mąż, na skutek przebywania w islamskiej niewoli, szczerze ich nienawidził. Zorganizował siatkę beduińskich szpiegów, mających rozbijać od środka zjednoczone państwo Saladyna. Dowodził też wieloma wypadami na wrogie terytorium, wiążąc siły wroga i nie pozwalając im na koncentrację przeciwko państwom krzyżowców.
Rajmund z Trypolisu w filmie jest zaufanym i stronnikiem Sybilli, dążący do usunięcia Gwidona i zastąpienie go Balianem. W rzeczywistości był przeciwnikiem małżonka Sybilli, i długo trwało, zanim złożył mu hołd uznając za swego władcę (gdzie pośredniczył, nomen omen Balian). Uważany z najlepszego z wodzów Królestwa Jerozolimskiego, dążył do pokojowego współistnienia obu religii (co zostało uwidocznione na filmie).
Filmowy Balian z Ibelinów był synem z nieprawego łoża, kochankiem Sybilli i obrońcą Jerozolimy, przyjacielem Saladyna. Z kart książki wynikają tylko dwie ostatnie rzeczy. Saladyn nie tylko wypuścił Baliana po wzięciu go w niewolę w zamian za przysięgę, że nie będzie więcej walczył z muzułmanami, ale również wybaczył mu krzywoprzysięstwo, gdy stanął na czele obrony Jerozolimy. W filmie między nim a Gwidonem jest nienawiść, w rzeczywistości pośredniczył on w próbach pojednania pomiędzy Gwidonem a Rajmundem (a w praktyce - uznania przez Rajmunda Gwidona jako władcy Królestwa Jerozolimskiego).
Jak widać, choć w wielu miejscach reżyser rozminął się z rzeczywistością, to jednak główni bohaterowie zachowali swoje rzeczywiste cechy. Co ciekawe, zaczynając pisać ten tekst, planowałem wykazać, jak bardzo twórcy filmu rozminęli się z prawdą historyczną. Jednakże w trakcie pisania zacząłem dostrzegać podobieństwa, nieraz subtelne, a czasem wręcz namacalne, pomiędzy ekranizacją a tym, co przedstawiono w książce.
Nawet, jeżeli film jest tylko uproszczoną wizją ostatnich miesięcy Królestwa Jerozolimskiego, to jednak polecam go jako widowisko, które zapada w pamięć (zwłaszcza sceny batalistyczne) i pozwala poczuć klimat rodem z czasów krucjat.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza