Witam po bardzo długiej przerwie. Oto początek mojej recenzji z jednego z ostatnich (ale nie ostatniego ;) ) starcia moich Adeptus Mechanicus z renegackimi marines Aza. Recenzja powstać miała już dość dawno temu, jednak czas (a ściślej jego brak) spowodował, że prace zatrzymały się w momencie, gdy przekroczyły punkt startowy. Być może wrócę do tego tekstu go i skończę, a może zostanie jako swoiste memento dla przyszłych projektów, na które się będę porywał.
W wielkim skrócie - bitwa od początku praktycznie szła po mojej myśli (choć muszę przyznać, że jako jedna z pierwszych, powodowała mały galimatias z zasadami). W całym starciu Az zniszczył mi 4 bombardy, natomiast moje superciężkie składy czołgów wsparte dwoma tytanami klasy warlord i reaver zmasakrowały siły najeźdźców. Czas pokazał, że był to wstęp do krwawych bitew, gdzie trup ścielił się gęsto (po obu stronach) a zwycięstwa przechodziły z rąk do rąk.


